czwartek, 19 lipca 2012

dzień 355 - obedience po przerwie, zęby i łapki

Dziś z samego rana (bladym świtem po 10) po długiej przerwie odwiedziłyśmy plac DogCampusu, żeby zobaczyć, jak Fenek radzi sobie z obedience. Byłam dobrej dość myśli, bo coś poćwiczyłyśmy w Karwi i w domu.
Niepotrzebnie. Plac, mimo że Asia straszyła ulewnym deszczem, powitał nas duchotą i upałem. Pół biedy, że mnie to nie zachwyciło, ale Fenka odmówiła współpracy koncertowo, twierdząc, że przy takiej pogodzie może ewentualnie chodzić i węszyć, ale pracować? O nie, co to, to nie.
Koniec końców nie było dramatycznego dramatu, bo coś się udało z nas wykrzesać. Zebrałyśmy nawet pochwałę, że chodzenie przy nodze jakby lepsze, że młoda nie zostaje z tyłu i że rusza ładnie. Pacanie na ziemię też ładne, targetowanie łapami ok. Ja tradycyjnie zgarnęłam ochrzan za niedobór entuzjazmu... Kiedyś się nauczę! Wreszcie Asia zdecydowała, że mamy przyjść i jutro, tym razem wieczorem, co zwiększa nasze szanse, bo obie jesteśmy raczej wieczorne.

Potem odebrałyśmy przesyłkę z Animaliów, bo zdecydowałam się pogardzić kurierem i zrobić spacer na Łowicką. W przesyłce była między innymi psia szczoteczka i pasta do zębów, bo odkryłam na fenkowych zębach nieładny osad (no i Monika na zajęciach Dobrego Psa tak naciskała na konieczność mycia ząbków =)). I hura, mamy pierwszy zabieg pielęgnacyjny, który Fenka zdaje się lubić! Wprawdzie przy radosnym podgryzaniu szczotki prawie pozbawiła mnie palca, ale ogólnie daje sobie manipulować przy zębach grzecznie i wesoło.

I wreszcie coś, co wiem od dawna, ale jakoś nigdy nie miałam okazji tego napisać: otóż Fenka, delikatna księżniczka (parrrrsk śmiechem) ma straszne łaskotki w łapkach. Skąd wiem? Bo pół biedy, że nie lubi, jak się ją w łapy dotyka, ale cyrk, który odstawia, gdy wejdzie w mokrą trawę jest całkiem jednoznaczny.

środa, 18 lipca 2012

Sprzęt dogtrekkingowy Activdog i kapok EzyDog

Po pierwsze, osprzęt dogtrekkingowy, który mniej lub bardziej intensywnie testowałyśmy nad morzem.
Pas ManMat pozostaje fantastyczną sprawą, nic nie zmieniło się od czasu, kiedy pisałam o nim ostatnio. Lina z amortyzatorem również jest świetna i sprawdza się dodatkowo jako smycz, a umieszczone przed amortyzatorem kółko zaczepowe pozwala wygodnie przypinać psa do czegokolwiek, kiedy chce się odpocząć. No i amortyzator tak pięknie amortyzuje... A szelki Activdoga to już w ogóle poezja. Są wytrzymałe, zniosły kąpiele w morzu, zapiaszczenie, ciąganie Fenki, moczenie w wodzie wszelkiego pochodzenia i nic - kolor wciąż piękny, nic się nie strzępi, nie rdzewieje. Poza tym faktycznie schną bardzo szybko dzięki podszyciu z pianki i są leciutkie, w żaden sposób nie przeszkadzają psu w szaleństwach.

Za to z zakupów, z okazji zbliżającego się tygodnia na Mazurach na łódce, kupiłam kapok EzyDog, dokładnie taki i z tego sklepu: KAPOK. Po pierwsze, muszę powiedzieć, że drugi raz robiłam zakupy w sklepie internetowym ProDog i drugi raz jestem zachwycona podejściem do klienta i tempem wykonywania zamówień; są naprawdę świetni i przemili.
Co się zaś tyczy samego kapoku... Wybrałam go z powodu rekomendacji forumowej znajomej, której psy szkolą się do ratownictwa i właśnie takie kapoki mają. Poza tym spodobał mi się stosunek ceny do jakości, bo może nieco ładniejsze wizualnie kapoki RuffWear kosztują dwa razy tyle.
Chwilowo nie mam jeszcze nic do powiedzenia w kwestii jego najważniejszej cechy, czyli tego, jak spisuje się w wodzie. Wiem jednak, że sprawia bardzo dobre wrażenie, jest prosty w konstrukcji, sprawnie się zakłada i zdejmuje. Całość wygląda bardzo solidnie, klamry są duże i z porządnego plastiku, materiał gruby. Ubrałam w niego Fenkę zaraz po odebraniu paczki i nie mogłam się powstrzymać przed podniesieniem jej za  umieszczoną na "grzbiecie" rączkę - udało się, a mała nie protestowała, bo dwa pasy pod brzuch są naprawdę szerokie i miękkie. Poza tym kapok ma też duże oko, przez które można przewlec linkę lub przypiąć do niego karabińczyk i coś, czego nie rozumiem: kieszonkę. Po co ona? Ale cóż, nie przeszkadza, niech sobie będzie. Do tego całość w ładnym, czerwonym kolorze i z paskami odblaskowymi. Zostawiłam kapok na Fence na trochę, żeby się do niego przyzwyczaiła i wygląda na to, że faktycznie nie krępuje nijak psich ruchów. Ogólnie, na razie bardzo mi się podoba.

Sam kapok na żywo wygląda tak:


A Fenka w nim tak:


dni 337-350 - Karwia

Wakacje! I od razu w przytupem, bo pierwsze dwa tygodnie lipca spędziłyśmy nad morzem, w Karwi na działce. Ogólnie było to o tyle ciekawe, że na tej samej działce byłyśmy w zeszłym roku, kiedy Fenka nie miała jeszcze trzech miesięcy. Fajnie można było poobserwować, jak się zmieniła, a zmieniła się bardzo.

Przede wszystkim, zapamiętała co to namiot i nie było z nim problemu. Owszem, pierwszego wieczora miała moment marudzenia, ale szybko poszła spać, a kiedy drugiej nocy wprowadziłam do namiotu wygodny materac w ogóle było szczęście i spychanie mnie z niego przez sen.
Poza tym cóż, wyjazd był nastawiony na relaks z minimum pracy. Pogoda nie była zbyt słoneczna, co mi osobiście bardzo pasowało, bo nie kocham ani upału, ani smażenia się na plaży, a tak wypady plażowe ograniczałyśmy do kąpieli i kopania wielgachnych dołów - bo z Fenki wyszła szalona nornica i kopanie bawi ją niezwykle. Morze pokochała, włazi do niego sama i aportuje z wody jak szalona, a kiedy tylko pływa, lubi rozrywkowo podgryzać fale. I zrobiła na mnie duże wrażenie, bo nawet sporych fal się nie boi i dzielnie wiosłuje, nie dając szczególnie ponosić się prądowi. Jedyny problem jest taki, że od aportowania mała traci rozum i bywało, że ledwo powłóczyła łapkami, a jeszcze rzucała się do wody; tutaj akurat muszę myśleć za nią i w porę przerywać zabawę.
Poza morzem było dużo działkowania. Na działce pies super, nie kradła jak kiedyś, a jak już coś ukradła, oddawała grzecznie. A głównie zajmowała się asystowaniem każdemu, kto akurat robił coś ciekawego - strasznie to jest ciekawski pies i była przy każdym, kto się ruszał. Z drugiej jednak strony potrafi się wyciszyć i iść spać. Najbardziej bawiło mnie, kiedy wieczorami siadaliśmy przy stole pod przedsionkiem przyczepy, a Fenka, zmęczona już po dniu, kładła się na łóżku w przyczepie i spała, nasłuchując tylko, kiedy dam sygnał do przenosin do namiotu.
Bardzo też spodobało mi się, jaka jest towarzyska. Owszem, miała skupienie na mnie i to ze mną zostawała kiedy inni gdzieś szli (lub szła, kiedy inni zostawali), ale nie przeszkadzało jej to w zabawach z innymi (szczególnie upatrzyła sobie jednego kolegę i z nim urządzali sobie długie sesje berka miedzy samochodami). Dodatkowo, pod koniec wyjazdu dojechał (z tatą) czteroletni Bastian. Miałam pewne obawy, bo Fenka to z jednej strony pies terapeuta, ale z drugiej mały rozbójnik, a Bastka znałam słabo i nie wiedziałam, jak zachowuje się przy psach. Wyszło jednak wspaniale. Polubili się szybko i kiedy tylko zabroniłam Fence zbyt entuzjastycznego i połączonego ze szczekaniem zachęcania małego do zabawy, bawili się bardzo fajnie. Doszło nawet do tego, że Fenka słuchała bastianowych poleceń i pięknie siadała i kładła się na życzenie, poza tym bez problemu znosiła jego bieganie, piski, nie zawsze delikatne głaskanie i przytulanie.
Spacery też były. Chadzałyśmy do "miasta", gdzie mimo tłumów i hałasu pies był grzeczny. Nauczyła się spać spokojnie pod stołem, kiedy ja jem; właściwie jedyny problem był z okazjonalnym ciągnięciem na smyczy, szczególnie w stronę wyjść na plażę.
Wreszcie urządziłyśmy sobie pierwszy dłuższy trek - poszłyśmy do Dębęk, siedmiokilometrową, przyjemną trasą lasem i skrajem lasu. Krokomierz mówi, że chodzimy w prędkością 4,5 km na godzinę, co jest wynikiem z jednej strony żenującym na zawody, a z drugiej całkiem ok na bardzo zrelaksowany spacer. W każdym razie coraz bardziej mi się ta zabawa podoba, chodzi się lekko, Fenka dobrze dostosowuje tempo i w jakiś magiczny sposób już rozumie komendy "naprzód", "lewo" i "prawo". No i samo doświadczenie takiej wyprawy, tylko z psem, ładną trasą...
I ostatnia rzecz: Fenka jest potwierdzonym mistrzem długodystansowej jazdy samochodem. Śpi jak zabita, ożywia się na postojach, znosi wszystko.

Teraz jesteśmy w połowie warszawskiego tygodnia, w sobotę zaś ruszamy na Mazury. To są i będą dobre wakacje.