poniedziałek, 14 maja 2012

dni 287-288 - obi

Wspominałam pewnie, na obedience też chodzimy - jako przeciwwagę do szalonego agility, jako kolejny sposób na (do)budowanie więzi, jako pomoc w przygotowywaniu do pracy psa-terapeuty i - w co początkowo ledwo wierzyłam - super zabawę.
Zaczęłabym od peanów na cześć naszej instruktorki, ale obawiam się, że może to czytać i robi się jakoś niezręcznie, powiem więc tylko, że ludu, uderzajcie do DogCampusu i błagajcie o zajęcia z Asią Janiec. Warto.
A teraz gładko przechodzę do osobistej chwalenizny, bo mam powody. Do tej pory zajęć z obi miałyśmy mało, w sumie 6, z czego pierwsze trudno zaliczyć, bo były głównie o czym innym. Teraz chcę chodzić regularnie, mamy stały termin i byłyśmy na treningu zarówno w sobotę, jak i w niedzielę. No i kurczę, IDZIE NAM. Fenka łapie jakoś fenomenalnie wręcz szybko, stara się, skupia ślicznie, zaczęła oddawać piłki (tutaj po raz kolejny wychodzi, że czysto pozytywne podejście ma dużo wad, ale to szeroki temat), a na hasło "biegaj" (zwolnienie), które ma być nagrodą, robi minę i ani myśli zajmować się swoimi sprawami wyraźnie komunikując, że chce więcej pracy. A wiadomo jak jest: entuzjazm i sukcesy strasznie napędzają i sukcesy, i entuzjazm, więc i ja się bardziej staram i bardziej chcę.
Oczywiście, na razie to początku początków i obiektywnie, wiadomo, na razie nie ma żadnych spektakularnych sukcesów - na te przyjdzie pora, powiedzmy, za rok albo coś. Ale jest dobra zabawa i naprawdę fajna praca, i mam wrażenie, że czegoś się uczę. Czyli super.

środa, 9 maja 2012

dzień 283 - trening po przerwie

Wtorkowy trening agility był pierwszym po długiej przerwie, bo najpierw dwa wypadły przez moją chorobę, potem dwa odwołano przez święta. Jak zawsze po przerwie, entuzjazm mieszał się u mnie z niepokojem, jakże zwierzak zniesie powrót, a przede wszystkim, czy emocje nie wezmą góry nad i tak niedużym rozumkiem.
Początek dobrze, sekwencję w linii prostej pobiegła jak burza. Slalom też ok, choć raz uciekła mi z piłką i myślałam, że paszczaka uduszę samą siłą woli - na szczęście ogarnęła się szybciutko.
Potem różnie. Fajnie, że jest masa entuzjazmu, wróciła do przeszkód jak do siebie. Fajnie, że są momenty genialnego skupienia i że udaje się czasem nie burkować za biegającymi psami i czasem posiedzieć grzecznie w oczekiwaniu na swoja kolej. Fajnie, że chce się jej pracować, że piłki donosi coraz sprawniej, że szarpie się jak marzenie.
Szkoda, że jednak rozumek nie zawsze dogania łapki. Fenka potrafi polecieć w wybranym przez siebie kierunku i nie ma, że boli, nie ma, że wołam, tańczę i śpiewam - zresztą dostało mi się od Niny za to, że kontakt nam się czasem zrywa. No i szkoda, że ja mam chyba kopyta zamiast stóp, nogi z gliny i koordynację ruchową średnio rozgarniętej ameby - tutaj jednak jedno na plus, bo chyba poprawiam się kondycyjnie i mimo upiornych ataków kaszlu (ach, pyszne alergeny) całkiem ogarniam krótkie sprinty.
Czyli w sumie, masa pracy do wykonania twardo jest, ale kierunek znam i zabawa przy tym niezła.

dni 278-281 - działka

Na majówkę udało się nam nareszcie wyrwać z Warszawy dalej, niż do Powsina. I to nie byle gdzie, bo na działkę pod Wyszków. Miałyśmy właściwie wszystko: las, pola, łąki, Bug, masę bajor, bajorek i jeziorek, ogrodzony teren i domek. Oraz mnóstwo czasu, spokój i dobre towarzystwo. I było dość cudownie.
Przede wszystkim Fenka nauczyła się porządnie pływać: nie bije już łapkami nad powierzchnią, tylko dzielnie wiosłuje i ma naprawdę dobre tempo. Nie boi się też skakać do wody ani zanurzać łebka, nie spanikowała nawet, kiedy zeskoczyła z łódki na "ląd", który okazał się być wodą pod warstwą rzęsy.
Jest też zaskakująco silna, bez problemu wbiegała pod urwiste brzegi rzeki i gramoliła się z wody. No i popracowałyśmy nad kondycją na długich spacerach, z których mała wracała dzielnie, ale potem była pięknie padnięta.
Poza tym ogromnie podobało mi się, że jest zarazem ciekawska i towarzyska, jak i mało zawraca głowę. Na spacerach super się pilnuje, ale na działce potrafiła zajmować się sobą, na przykład pracowicie przenosząc patyki z miejsca na miejsce w sobie tylko wiadomych celach.
Wreszcie, zafascynowało mnie jej rozeznanie w przestrzeni. Z jednej strony zrozumiała błyskawicznie, że kiedy coś spada z tarasu, to nie warto próbować przeczołgać się pod barierką, a trzeba pobiec do schodów, zejść po nich, wrócić w okolice upadku i tam szukać - co wydaje mi się, że wymaga pomyślunku. Z drugiej jednak strony, całkowicie przerosła ją koncepcja drugiego piętra w domku (na które prowadziły wąskie schodki, więc Fenka dostępu tam nie próbowała nawet mieć) i kiedy ktokolwiek szedł na górę, był żegnany paniką, że znika za zawsze, i witany dzikim entuzjazmem - lub szczekaniem, że pojawia się zaskakująco i znikąd.
Z wad - Fenka kradnie. Głównie jedzenie i przeróżne papiery. Nad tym popracujemy, bo żeby chociaż oddawała do ręki, to będzie zabawna sztuczka.

Ogólnie, po raz kolejny pozostaje mi tylko piać nad Fenkiem z zachwytu. Bo to fajne, dzielne, niegłupie psisko. I liczyć, że szybko ruszymy na kolejny wyjazd.

A tutaj o, pies wodny i pies oczekujący: