środa, 11 kwietnia 2012

dzień 256 - dogoterapia - Marta

I znowu dostałyśmy zaproszenie na zajęcia. Tym razem była to prawdziwa dogoterapia, AAT, ponieważ pomagałyśmy Magdzie N. w zajęciach z Martą, która ma 10 lat, zespół Aspergera i panicznie boi się psów.
Fenka po raz kolejny nie zawiodła. Wprawdzie była nieco rozkojarzona, ale zachowywała się ładnie, a kiedy załapywała, o co jest proszona, wykonywała fajnie i entuzjastycznie; a miała sporo pracy - trzeba było się dać głaskać, ale bez obracania łebka w stronę Marty, robić sztuczki, słuchać jej poleceń, skakać przez przeszkody i najpierw nie zjadać ciasteczek, a potem je zjeść =). Marta zaś jest przesympatyczna, zadawała mnóstwo pytań i widać było, że się starała.
Mamy wciąż mnóstwo pracy przed sobą. Fenka musi się lepiej skupiać, ja muszę ją w tym kierunku prowadzić. Za to pod nieobecność Marty mała posocjalizowała się z deskorolką innymi strasznymi maszynami na kółkach. Ogromnie mi się, nie po raz pierwszy, podoba praca z tym psiakiem.

wtorek, 3 kwietnia 2012

dzień 248 - debiut w dogoterapii

Jak w tytule - długo oczekiwany moment przyszedł nieco niespodziewanie. Dzisiaj Fenka zadebiutowała jako pies-terapeuta na zajęciach w ramach projektu Uwaga! Dobry Pies w przedszkolu na Wawrzyszewie. I od razu były to zajęcia dla dwóch grup, z czego jednej integracyjnej.
Zadanie nasze, a głównie jej, polegało na asyście przy dwóch ćwiczeniach: z poprawnego witania się z psem, kiedy to dzieci podchodziły do mnie, pytały o pozwolenie i głaskały Fenkę, i z bezpiecznej pozycji przy obcym psie, czyli stania jak kołek - tutaj zadaniem młodej było chodzenie wśród dzieci przy mojej nodze i nie zwracanie na nie uwagi. Do tego dzieci z pierwszej grupy na koniec karmiły Fenkę smakami, a z drugiej oglądały pokaz sztuczek.
I, cóż, jestem z mojej suni dumna. Obawiałam się nieco tego debiutu, bo zdarzają się jej przekręcone i nieopanowane emocje. Zachowała się jednak jak zawodowiec niemal - wszystko poszło nam prawie idealnie, była we mnie wpatrzona jak rzadko, ślicznie słuchała, pięknie się wyłączała, kiedy nie miała nic do roboty i cudownie, popisowo wręcz wyleżała "zostań" przy grupowym zdjęciu w obu grupach. A, no i była ubrana w przyduże szelki robocze, bo okazuje się, że model na beagle'a jest za wielki i to też jej nie przeszkadzało, mimo, że miała je na sobie drugi raz w życiu. Faktem jest, że przy drugiej grupie troszkę już nie miała ochoty być głaskana i że ogólnie mogłaby być odrobinkę spokojniejsza (chociaż bo ja wiem? To toller i szczeniak, możliwe, że ekscytacja zadaniem jest jaka musi być i nie ma sensu, żeby była mniejsza), ale jestem naprawdę zachwycona. Również, dodam, całkiem jestem zadowolona z siebie, bo jednak pies nie prowadzi się sam, a Fenka jest ekspertem w rezonowaniu moimi emocjami (w tym, rzecz jasna, negatywnymi), więc jej wynik dzisiaj świadczy chyba całkiem nieźle o mojej pracy i opanowaniu (bo, jak wspominałam, nieco byłam spękana).

Oczywiście, przed nami obiema długa droga, obie dopiero się uczymy i sporo czasu upłynie, zanim będziemy naprawdę dogoterapeutą i psem-terapeutą. Ale okazuje się, że mogę być już dumna z tego, co mamy.

A tak wygląda pies po relaksacyjnym pławieniu po dobrze wykonanej robocie:


Edit: facebookowicze mogą obejrzeć zdjęcia z dzisiejszych zajęć pod tym linkiem. I zalajkować nasz projekt przy okazji.

niedziela, 1 kwietnia 2012

dzień 246 - koniec kursu agility i tollerospacer

Dzisiaj po czterech miesiącach skończyłyśmy pierwszy kurs agility. Z tej okazji trening był inny niż zwykle, sekwencje dłuższe, a my miałyśmy same decydować, jak je pobiec. Oczywiście miałyśmy z Fenką parę potknięć, ale zebrałyśmy też sporo pochwał... Jestem zachwycona. Tym, czego się nauczyłyśmy, tym, jak młodą i mnie to cieszy, tym, że śnieg i mróz, przeziębienia i niedospanie nie były w stanie nas powstrzymać od chodzenia na treningi, tym, kogo poznałam. I strasznie się cieszę, że mogłam uczyć się z takimi ludźmi (tutaj nastąpi ciąg dalszy, bo ekipa będzie taka sama na następnym kursie), i od Magdy - której nie mogę za dużo chwalić, bo chyba czyta tego bloga, a jeszcze będę ją widywać ;-), ale powiem Wam, że jeśli kiedyś zechcecie ćwiczyć agility, to do Magdy Łabieniec na kurs idźcie jak w dym!
Teraz dwa tygodnie przerwy i od 13 kwietnia rusza kurs, już całkiem dorosły, z Niną Bekasiewicz. Nie mogę się doczekać.

Poza tym po treningu odbył się spacer tollerowy. Było nas cztery panie i cztery psiaki - Lula, Fenka, Boi i Foxtrot. Zabawne, że Fenka, ze swoim czarnym nosem, leciutką budową dodatkowo podkreśloną przylegającym włosem, wąskim pyszczkiem i marnym wzrostem wyglądała przy reszcie jak ósme dziecko stróża, bo nawet półroczny Boi ją przerastał. I była wredna, bo kradła Luli patyki. Ale ogólnie jestem z niej zadowolona, polatała, pobawiła się, słuchała mnie grzecznie.

Lubię tę sukę i lubię z nią żyć.

PS. Dzięki Ani od Pajdy mam zdjęcia. Tak wygląda ucieszona mordka Fenka skaczacego:

 
Photobucket