piątek, 6 stycznia 2012

dzień 160 - świetny dzień, czyli zwariowałam

Dzisiaj był świetny dzień.
Po znakomitym (choć bezpsim) wczorajszym wieczorze, dzisiaj spędziłyśmy z Fenką prawie 5 godzin na spacerze i w pubie z Szantą i jej prawie-właścicielkami, czyli Magdą i Anią. I jeszcze z zaskoczenia spotkałyśmy Lulę z Pauliną. Generalnie spacer był świetny (chociaż ja bym chętnie więcej pochodziła, ale to już marudzenie), psy wyhasały się jak głupie, a był też czas na powtórkę ze szkoleń. Po powrocie Fenka padła, po czterech godzinach poprosiła o spacer, po czym padła znów .
I tutaj wchodzi mój element szaleństwa. Poza wnioskami, że warto "poświecić" wolny dzień na gigaspacery zamiast siedzenia na tyłku w domu - co nie jest odkrywcze - głównym motywem do napisania tego posta jest potrzeba pochwalenia się, że Fenka dzisiaj po raz pierwszy postanowiła spać rozwalona na plecach. A już myślałam, że nie umie. =)

czwartek, 5 stycznia 2012

dzień 159 - znowu o rutynie

Krótko będzie, ale chcę się pochwalić. Po świątecznym bałaganie od nowa buduję tryb życia z psem, uwzględniający konieczny długi, szkoleniowo-wybiegujący spacer i domowe sesje klikerowe. Nie chodzi mi o wprowadzenie wojskowego drylu, który wcale mnie nie kręci. Przeciwnie, przez świąteczne lenistwo poczułam po prostu, że ograniczenie pracy z Fenką i skracanie spacerów mnie męczy, brakuje mi tego pozytywnego kopa, który spacer daje. Do sesji klikerowych też się nie zmuszam, bywa jedna dziennie, bywa ich pięć - ale to też świetna zabawa.
Poza tym, a propos kopa: nie oszukujmy się, regularna praca przynosi efekty. Dzisiaj na spacerze udało mi się kilka razy z rzędu wykonać z Fenką śliczne (chyba) przejście z ciasnego skrętu do samolotu. Z wymianą zabawek wciąż jest kłopot, ale wróciłam do podstaw, do pracy na smyczy i jest poprawa. Mała też wkręciła się w miłość do patyków, ale daje się odwołać, zostawia je, interesuje się mną. Widać, że praca ją bawi, że na nią czeka, że kombinuje - a to z kolei nakręca mnie. Dobre to wszystko i pożyteczne.

W bonusie coś, co napisałam na facebooku. Tam szybko zaginie, a nie chciałabym, bo fajnie oddaje to moje dzisiejsze (i nie tylko) odczucia:
Plus posiadania psa: motywuje do długich i urozmaiconych spacerów.
Minus posiadania psa: to co wyżej, ale przy 2 stopniach, na wichurze i w deszczu. 
Plus posiadania psa: wszystko co wyżej, plus fakt, że człowiek uczy się doceniać drobiazgi w stylu "lało, a teraz tylko kropi", "już nie wieje" oraz masę małych sukcesików.

wtorek, 3 stycznia 2012

dzien 157 - mądry złodziej

Tytuł jak najbardziej o Fence. Mądra jest, bo jest, bo od dwóch dni pracuje mi się z nią jak marzenie (nie, żeby nie pracowała wcześniej i nie było fajnie, ale jest jakoś wybitnie dobrze).

A złodziej, bo parę dni temu konsekwentnie zdjęła z suszarki całą bieliznę i obudziłam się obłożona świeżo upranymi, acz nieco wymiętoszonymi przez psa majtkami i skarpetkami. A dzisiaj dobrała się dla odmiany do kosza z brudami i właśnie znosi mi jego zawartość na kanapę.
Wspominałam, że kocham mojego psa?