czwartek, 17 listopada 2011

dzień 110 - kształtowanie

Moim wstydliwym nieco sekretem jest fakt, że aż do dzisiaj nie pracowałam z Fenką klikerową metodą kształtowania. Owszem, naprowadzanie, owszem, wyłapywanie, owszem, inne "chałupnicze" pomysły bez klikania, ale kształtowania nie robiłyśmy nigdy.
Dlaczego? Przyznam uczciwie: za strachu. Metoda ta wydaje mi się bardzo trudna dla przewodnika, bardzo wymagająca i miałam obawy, czy mi się uda i czy nie "zepsuję" psa. Mniejsza o to, czy było to racjonalne i słuszne, takie w każdym razie były fakty.

Dzisiaj w końcu, zainspirowana kursem dogo, uznałam, że trzeba wziąć się do roboty, że chcę tak popracować. Zakładając, że będzie łatwo, bo Fenka bardzo korzysta z łap, postanowiłam wypracować pacanie pudła łapką.
I cóż... Dwie sesje za nami. Naoczne skutki są raczej mizerne, najwięcej dzieje się w głowach. Fenki, bo uczy się kombinować na własną łapę. I przede wszystkim mojej, bo uczę się czegoś nowego, trudnego, bo obserwuję swoje błędy (a jest ich sporo) i pracuję nad ich poprawą. Bo muszę walczyć ze swoją niecierpliwością, chęcią zdobywania wszystkiego natychmiast i kiepskim refleksem.

Mimo wszystko jestem dumna, że spróbowałam. A wyniki jeszcze będą.

niedziela, 13 listopada 2011

dni 104-106- pierwsze kroki w dogoterapii

Długi weekend spędziłam na kursie podstaw dogoterapii w Stowarzyszeniu Zwierzęta Ludziom.
Kurs skończyłam, ale do pracy z psem jeszcze daleka droga, bo potrzebuję uczestniczyć w 20 godzinach zajęć i zdać egzamin, a i pies jest jeszcze przed testami predyspozycji i fachowym szkoleniem. Ale pierwszy krok, ogromnie ciekawy, za mną.

Poza tym w kursie dzielnie towarzyszyła mi Fenka i bardzo ładnie się zachowywała: czystość mamy opanowaną na 100%, dużo spała, była towarzyska, ciekawska, ale ładnie reagowała na upomnienia. No i i przeżyła ostrą sesję w sali do ćwiczeń i zabaw, gdzie biegała w tunelu (także krótkim, ale za to miękkim), łaziła w basenie z piłeczkami, była bujana na huśtawce, przechodziła przez hula-hop (które, fakt, w pierwszej chwili wywołało panikę), została ubrana w szelki, jeździła na deskorolce i stała na wielkich piłkach. A, i całkiem ładnie przeżyła pierwszą w życiu sesję kształtowania (bo jej pani jest łazęgą i tego nie umie).

Jednym słowem, było bardzo intensywnie, ale wrażenia mam (i mam nadzieję, że mamy) bardzo, bardzo pozytywne.

wtorek, 8 listopada 2011

dzień 101 - Uwaga! Dobry Pies w wielu wymiarach

Poza tym dzisiaj brałam udział w pierwszych zajęciach w ramach programu Uwaga! Dobry Pies Stowarzyszenia Zwierzęta Ludziom. Właściwie to całkiem je współprowadziłam. Niesamowite doświadczenie, prowadzić zajęcia o opiece nad psem grupie ponad 20 siedmiolatków. Tym bardziej niesamowite, że dzieci były fenomenalnie grzeczne i zaskoczyły nas ogromną wiedzą. Od dawna wiedziałam, że uczenie jest super sprawą, ale te 45 minut było wyjątkowo przyjemne, satysfakcjonujące i dały mi olbrzymiego pozytywnego kopa. Oby trwał.

A pies? Pies mój jest, jak w tytule, Dobry i to do wysokiej potęgi.
Gdzieś zniknął problem z zachowaniem czystości w domu, mała informuje o potrzebie wyjścia uparcie, uroczo i nader skutecznie. Skupienie nagle się poprawiło, reakcja na przywołanie zrobiła znowu świetna. No i (skutkiem pracy, ale nie AŻ TAK ciężkiej) Fenka opanowała aport w stopniu szokującym jak na to, jak wielkie miała z nim problemy. Właściwie bez problemu idzie praca na dwie piłki, bywa, że udaje się z jedną. I wraca takim samym galopem, jakim biegnie po piłkę, a to jest wielki sukces.

O tym, jak bardzo posiadanie psa zmieniło moje życie, niech świadczy fakt (zrozumiały dla osób, które lepiej mnie znają), że dzisiaj wstałam o 6 rano (godzinę wcześniej, niż musiałam), żeby wybiegać Fenkę, nim zostanie sama. A, co szokuje mnie samą, nie było to wcale bardzo nieprzyjemne, poza tym od świtu pogoda była dzisiaj śliczna.
Rozpieszcza mnie ta jesień na wiele sposobów.