czwartek, 5 stycznia 2017

Spacerowo

Najtrudniej jest mi wyjść.
To jest jak kula u nogi, jak mackowaty potwór, który trzyma i nie chce puścić; to jakby próg mieszkania miał pięć metrów wysokości i zasiek z drutu kolczastego na czubku. W głowie pojawia się jakieś dwadzieścia osiem wymówek.
"Jest zimno/Jest gorąco". "Pada". "Jest strasznie sucho". "Byłyśmy na spacerze wczoraj". "Pójdziemy na dwa razy dłuższy spacer jutro". "Za dwa dni trening, a to nawet lepsze od spaceru". "Jestem zmęczona". "Jest za wcześnie, wyjdę wieczorem". "Jest późno, wyjdę jutro". "Nie chcę zostawiać reszty stada samych w domu". "Mogłabym teraz czytać/grać na kompie/albo coś".
Mam też w zanadrzu inne. Zawsze coś się znajdzie.

A jednak, kiedy już się uda pokonać ten straszliwy próg, a wcześniej ruszyć z kanapy, ubrać siebie i psa - to wtedy zawsze okazuje się, że było warto. Okazuje się, że spacer z psem to jedna z najfajniejszych rzeczy, jakie można robić, i to zupełnie niezależnie od pogody i pory dnia. Przypominam sobie, że uwielbiam te wspólne chwile z Rudą (a czasem i ze Spacką albo Karolem), kiedy możemy iść swoim tempem, robić co nam się podoba, zwiedzać, zażarcie dyskutować o napotkanych zjawiskach i po prostu cieszyć się tym, co jest. Spacer zawsze świetnie robi mi i na głowę, i na ciało, daje radość, energię, czasami przyjemne zmęczenie, zawsze satysfakcję.

Uwielbiam spacery z psami, choć nienawidzę na nie wychodzić.
Planuję częściej pamiętać o tej pierwszej prawdzie.

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Podsumowanie grudnia

Nasz grudzień w pewnym sensie trwał aż do dzisiaj - a to przez ciągnące się sprawy zdrowotne Karola Grubereusza. Był to miesiąc zbierania się, ogarniania i czucia lepiej, dzięki któremu w Jakże Niezwykle Ważny Nowy Rok wchodzę z nową, bardzo potrzebną energią. Zapraszam na szczegóły naszego krzakowego grudnia!

Zdrowie Fenki

Zaczęło się niezbyt obiecująco: z okazji szczepienia przeciwko wściekliźnie spytałam doktora Pawła o fenkowe nocne posikiwanie. Od słowa do słowa doszło do badania USG, które jasno wykazało, że Fenka ma hormonalne nietrzymanie moczu, czyli klasyczną przypadłość suk sterylizowanych. Z jednej strony, nie ucieszyło mnie to w oczywisty sposób, w drugi ucieszyło o tyle, że dobrze mieć diagnozę i móc reagować. Reakcja polegała na podaniu serii tabletek, które ustabilizować miały poziom fenkowych hormonów - teraz będziemy patrzeć, czy posikiwanie nie wraca i w razie czego podawać tabletki dalej.
Cóż, bywa i tak.

Zdrowie Karola

Karolkowy grudzień (i dzień dzisiejszy) jest doskonałym przykładem powodu, dla którego wybucham ponurym rechotem za każdym razem, kiedy ktoś mówi coś po linii "po co wydawać pieniądze na psa z hodowli, ze schroniska mam za darmo, a kundle są najzdrowsze".
Zaczęło się jeszcze w listopadzie opuchniętym, załzawionym okiem. Z powodu nieciekawych godzin urzędowania doktora Pawła poszliśmy wtedy do okolicznego weta, dostaliśmy steryd i miało być dobrze. Kiedy jednak zamiast "dobrze" zrobiło nam się znacznie gorzej, wylądowaliśmy u Pawła, który z pomocą głupiego jasia zdiagnozował u Karola paskudny wrzód na rogówce. Przy okazji obejrzał też jego zęby (Grubego, nie wrzoda, wrzód na szczęście zębaty nie jest) i stwierdził, że konieczna jest "sanacja jamy ustnej", na którą umówiliśmy się na dziś.
Bilans zdrowotny Karolka jest obecnie taki, że wrzód z rogówki schodzi elegancko na skutek bohaterskiego zakrapiania po minimum 3 razy dziennie (tutaj ukłony należą się mojej mamie, która kropiła z zaskoczenia podczas naszego wyjazdu, o którym zaraz); Gruby ma też usunięte dwa zęby. Jednym z nich był nadłamany od przed adopcją kieł, pod którym tworzyła się już przetoka do jamy nosowej - interwencja była więc ze wszech miar słuszna i w porę.
Na leczenie wydałam zaś sumę prawie czterocyfrową, co osobiście traktuję jako naturalny element mania psów, ale dedykuję ten fakt głosicielom tezy cytowanej kilka akapitów wyżej =).

Wyjazd do Cieszyna

Wyrwałyśmy się do Cieszyna między Gwiazdką a Sylwestrem i przyznam, że był to pomysł genialny. Starsze psy miały wakacje u moich rodziców, co daje szczęście wszystkim zaangażowanym stronom, my zaś i Bliźniaczki miałyśmy kilka dni niczym nieograniczonego chodzenia na długie spacery w nowym terenie i wylegiwania się na nieswoich kanapach. Bardzo nam wszystkim przydał się taki malutki reset, sukom również jako rozrywka przed Sylwestrem.
Więcej zdjęć można zobaczyć na fanpage'u, ale tutaj malutka zajawka:


Sylwester

Nawet z czysto ludzkiego punktu widzenia nie jestem fanką tej imprezy - doroczny przymus bawienia się najlepiej ze wszystkich sześciuset pięćdziesięciu znajomych na fejsbuku bojkotuję już od jakiegoś czasu. Odkąd zaś okazało się, że Fenka, delikatnie mówiąc, nie jest fanką wystrzałów, staramy się spędzać końcówkę roku gdzieś w dziczy.
W tym roku się to nie udało, dlatego Nowy Rok witałyśmy z domu, wyposażone w Bojowy Zestaw Przetrwania Fajerwerków. Składał się na niego hydroksyzyna, podawana Fence i Lunie już od 29 grudnia, zasłonięte prześcieradłem (z braku rolet w salonie) okna, zamrożone kongi serwowane o 23:45 oraz puszczana głośno i nieprzerwanie playlista, na której brylowały głównie Adele, Lady Gaga i Beth Hart - wszystko z dodatkiem w postaci dobrego serca i głosu koleżanki, która w kryzysowych momentach śpiewała własną paszczą, żeby zagłuszyć kanonadę na dworze. Miks ten sprawdził się bardzo dobrze, Luna spokojnie wychodziła się wysikać, Fenka reagowała tylko na naprawdę głośne strzały i nawet wtedy dawała przekierować swoją uwagę na zabawę szarpakiem. Mimo to w przyszłym roku planuję wrócić w głuszę, bo Warszawa na przełomie roku to jakiś koszmar.

Cała reszta

Jak pisałam na początku tego wpisu (a było to chwilę temu ;)), grudzień miał dla mnie ogromną wartość, że pozwolił mi się pozbierać.
Mam spokój, że psy są zdrowotnie ogarnięte i zadbane. W dodatku skończył się okres coraz krótszych dni, jesień już się przetoczyła, będzie tylko lepiej. Mówi to nawet endomondo, które po załamaniu w październiku i listopadzie odnotowało w grudniu podobne wyniki, jak w czerwcu. Tutaj wypada chyba przyznać się, że plan przejścia 1000 km w rok z hukiem padł na pysk. Mam jednak wnioski, mam nowe siły...
Styczniu, nadchodzimy!

czwartek, 1 grudnia 2016

Podsumowanie listopada

Najlepsze w listopadzie jest chyba to, że udało mi się napisać jego podsumowanie.

Obikowo i sportowo

Odrobinę przesadzam: bardzo jasnym punktem listopada były też organizowane przez Team Spirit zawody (relacja w poprzednim poście).

Jednak ten listopad (obawiam się, że podobnie do poprzednich) był oficjalnie Najgorszym Psim Miesiącem Roku. Endomondo mówi o totalnym zaniedbaniu tematu spacerowego, zeszyt treningowy  o nieodbytych treningach, pustka na blogu o braku weny, żeby cokolwiek stworzyć.
Trochę mogłaby mnie tłumaczyć nowa, ludzka rzecz, w którą się zaangażowałam i która zajęła mi cały długi weekend, trochę pracą i stresem i kłopotami ze zdrowiem, ale głównie wiem, że to niemądre wymówki, a treningi i spacery to coś, co doskonale robi także mi. Planuję więc radykalną poprawę w grudniu.

Zdrowotnie

Wyciąg z konta bankowego mówi o wizytach u weterynarzy.
Karolek cierpiał na bolioczko i dobitnie pokazał, że okropnie nie pracowałam z nim nad zachowaniem w gabinecie. Tyle chociaż dobrego, że oczko prawie już wyleczone, a w domu sprawnie doszliśmy do porozumienia w temacie obowiązku przyjmowania maści godnie i z honorem. Swoją drogą, fascynujące jest to, że kropelek nie da się wciąż Grubemu podać, bo, skubany, jakimś cudem wie, że kropelka leci i targa łbem idealnie w momencie, kiedy człowiek już nic nie może zrobić.
Fenka zaś musiała odwiedzić doktora Pawła w celu powtórzenia szczepień, a przy okazji poprosiłam go o przeprowadzenie śledztwa w temacie tajemniczych plam siuśków, które pojawiały się nocami w salonie. Mamy diagnozę: hormonalne nietrzymanie moczu, skutek uboczny sterylizacji. Oznacza to miesiąc poważnej dawki Incurinu, potem balansowanie owej dawki i tak prawdopodobnie już na zawsze. Poza faktem, że dumna byłam z zachowania Fenki w poczekalni i w gabinecie, historia z nietrzymaniem moczu inspiruje mnie do rychłego napisania posta o sterylizacji, więc miejcie oczyska otwarte.
Dodatkowo doktor Paweł obiecał nam załatwienie leków na Sylwestra. Pierwszy raz zrobimy coś takiego, więc i o tym zapewne napiszę.

Tak wyglądał nasz listopad. A Wasz?