sobota, 7 grudnia 2013

Wciąż żyjemy!

Strasznie zapuściłam się z blogiem, ale to dlatego, że chociaż dzieje się sporo, to nie ma za wiele powodów do pisania, bo dzieje się raczej to samo.

Luna dzielnie pracuje jako pies terapeutyczny. Poza tym jest fanatyczną sunią o cudownym charakterze, bardzo się zakumplowałyśmy i dobrze mi z tym. Ale o Lunie w sumie nie ja powinnam pisać.

Fenka głównie pracuje. Udziela się w Szkole Specjalnej na Przedwiośniu, chodziła też do przedszkola, ale to okazało się zbyt obciążające (dwie spore grupy po 45 minut), więc dałam spokój. Działamy też w programie Uwaga! Dobry Pies i obie to uwielbiamy. Dodatkowo Feneczek stał się "psem na urodziny" - umila dzieciakom przyjęcia i to też bardzo lubimy.
Rozwijam też jej (i moją) pasję sztuczkową, wypracowałyśmy "plaskacza" (czyli leżenie z głową na ziemi, między łapkami) i puszczanie nosem bąbelków w misce z wodą.
Pracuję nad fenkowym pobudzeniem z coraz większymi sukcesami. Mamy coraz ładniejsze skupienie, coraz mniej sytuacji powoduje dzikie burkanie. Walczymy też o ciszę w domu i tutaj też coraz lepiej. Byłoby lepiej, gdyby Fenek wychodził na spacery tylko samodzielnie, ale po wstępnych sukcesach w tej dziedzinie (niemałych) trochę przestałam mieć na to siłę i czas - choć są to głównie wymówki, bo wiadomo, że jak się bardzo chce, to można. Dlatego planuję poświęcać Małej więcej czasu - w tym celu zapisałyśmy się znowu na obi (pierwsze spotkanie już we wtorek), plus myślę o lekkim powrocie do czasów, kiedy była jedynaczką, czyli o braniu jej w więcej miejsc i spędzaniu z nią więcej czasu.

Karolek... jest. Trochę pracujemy, a głównie chłopak funkcjonuje sobie kanapowo, spacerowo i żyje z nami spokojnie. Czasem bywa na szkoleniu, czasem u weterynarza (ostatnio wykryto u niego łysienie wzorzyste, czyli Karol ma szansę nie tylko rozwinąć zaćmę na obojgu oczu, ale i wyłysieć do skóry w różnych miejscach - śliczny będzie niesłychanie! ;)).

Poza tym czekamy na kolejny element stada.
I tak nam się żyje, wesoło, dość spokojnie i w sumie bardzo przyjemnie.

czwartek, 10 października 2013

Nowy rok szkolny, czyli znowu dogo

Długo to trwało, bo poza obozem w Gołdapi Fenka nie była na zajęciach z dziećmi od czerwca, więc tym entuzjastyczniej podjęłam możliwość zastąpienia Magdy z Demi na pierwszych w tym roku zajęciach w Szkole Specjalnej na Przedwiośniu. Zabawne, że kiedy pakowałam torbę dogoterapeutyczną, byłam chyba bardziej podniecona od Feneczka.
No i jest pięknie. Mimo wakacyjnej przerwy, Feneczek wciąż jest Feneczkiem, ale jakim! Bardzo poprawiła jej się reakcja na dotyk, zrobiła się niemal przytulaśna, sama pcha się do dzieci i tylko czasem startuje z nosem do rączek, spodziewając się nagrody "bo przecież się tulę, to smakołyk się należy, nie?". Fantastycznie pracuje z dziećmi, wykonuje ich komendy ekspresowo i to nawet, jeśli niełatwo zgadnąć, o co dziecku chodzi (dzisiaj robiliśmy siadanie, leżenie i kółka i dzieciom szło różnie, ale Fence pięknie). Wciąż jest jednak nadenergiczna i niechętnie się wycisza na sali, nad czym chętnie bym popracowała, choć to niełatwe, bo w warunkach pozazajęciowych Młoda odsyła się na kocyk i leży tam dowolnie długo. W każdym razie, dumna jestem i blada, oraz szczęśliwa wielce.

Dodatkowo gdzieś mimochodem zostałam prawdziwą instruktorką dogoterapii w Stowarzyszeniu Zwierzęta Ludziom, co wiąże się z opieką nad własną placówką i prowadzeniem zajęć tamże. Dostałam przedszkole dla dzieci niewidomych i słabowidzących i jeśli wszystko dobrze pójdzie, w przyszłym tygodniu dogadamy szczegóły zajęć. Jaram się, co tu wiele mówić, jaram się żywym ogniem.

wtorek, 10 września 2013

Nie ma przebacz, czyli spacery pojedynczo

Po paru próbach ogarnięcia psów na różne sposoby, paru gwałtownych postępach, kilku wielkich sukcesach i następujących chwilę później spektakularnych załamkach, klamka zapadła - Charlie i Fenka będą wychodzić oddzielnie na spacery dłuższe od pięciominutowego wyjścia na siusiu. Rzekłam.

Charlie potrzebuje tego, bo odkryłam, że fenomenalnie chodzi po osiedlu na lince treningowej - skupia się wtedy na badaniu otoczenia, węszy, idzie ostrożnie, bardzo się mnie pilnuje, ślicznie odwołuje. Widać, że dobrze się bawi, a zarazem wraca z takiej przechadzki zmęczony - w ten fajny sposób. Na smyczy za to coraz częściej ciągnie, co wymaga przepracowania. Plus, sprawdziłam w warunkach domowych, jest w stanie zaaportować rzucony na kilka metrów sznur, a to oznacza, że teoretycznie i po przygotowaniu spokojnie może zdać PT. Czyli warto zacząć pracę nad tym właśnie.
Fenka natomiast, która bardzo ładnie ogarnęła nieciągnięcie na smyczy i poprawiła skupienie, wciąż potrzebuje pomocy w ogarnianiu emocji, bo w gorsze dni czy w gorszych momentach burkołaczy na wszystko (psy, ludzi, wytwory swojej wyobraźni) w sposób straszny. Lekcje wyciszania się na dworze też jej są potrzebne. O treningach nie wspomnę nawet, rzecz to wiadoma.
A umówmy się - nie mam dwóch głów, czworga oczu i pięciu rąk, nie poradzę sobie ze szkoleniem czy ogarnianiem dwóch psów na raz, jeśli chcę osiągnąć jakieś wyniki. A chcę osiągnąć wyniki, bo wciąż nie jest tak, że mam całą pracę za sobą, niestety (kłania się mój brak wytrwałości i chęć osiągania natychmiastowych wyników, ech...). Mam nadzieję, że wspólne wypady "na siusiu" nie podkopią mi roboty, jeśli podkopią, cóż, zatnę się i wysikiwać psy też będę osobno.

Plan "nie ma przebacz" startuje dziś. O postępach będę informować. Za przykład, że ciężką pracą wszystko można, dziękuję Tej, Co To Wie, Że O Nią Chodzi.