poniedziałek, 9 października 2017

Rajska niedziela

Banalna prawda jest taka, że są miejsca, gdzie chce się wracać, gdzie wraca się możliwie najczęściej i gdzie ludziom i zwierzom jest po prostu dobrze. My mamy to proste szczęście, że mamy takie miejsce całkiem niedaleko od domu.


Dlatego w sobotni wieczór starsze psy zostały odstawione do Dziadków (ku zachwytowi wszystkich zainteresowanych stron), a my i młode suki ruszyłyśmy bladym świtem na wyprawę.


I cóż, do raportowania jest sumie niewiele. Jest za to wiele powodów do zachwytu.
Zachwyca mnie, że Fenka i Spacka wprawdzie na dzień dobry mocno drą ryjka, ale po chwili akceptują obcego psa w aucie.
Ekstra był fakt, że Fenka puszczona ze smyczy dogaduje się w psami naprawdę fajnie - owszem dosadnie i głośno oznajmia, kiedy jej coś nie pasuje, ale robi to mimo wszystko akceptowalnie. Oraz rozczulał mnie widok Fenki śpiącej pod stołem obok obcego psa oraz bawiącej się w wariackiego ganianego, z którego na jedno zawołanie meldowała się przy mnie.


(A w ogóle, to ten pies, mający na imię Wienia, jest mega do Fenki podobny! Nieco mniej z wyglądu, ale z ruchów, zachowania, pomysłów... Kosmos!)
Strasznie fajne jest samo miejsce, to, że można pójść na spacer, puścić dziewczyny luzem, że one się bezproblemowo przywołują, że biegają i widać, że są ogromnie szczęśliwe.


I wreszcie, naprawdę mnie cieszy, że kiedy samochód odmówi dalszej jazdy 40 kilometrów od domu i to dość późno w nocy, nasz psy spokojnie akceptują fakt, że trzeba jechać obcym autem (i to lawetą!) i wprawdzie Spacka przez chwilę próbuje zaczepiać kierowcę (bo to taki super wujek!), to jednak obie błyskawicznie uznają, że tak ma być i idą spać.

Dumna jestem z tych naszych suk i dobrze mi z nimi ogromnie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dzięki za komentarz!