piątek, 7 grudnia 2012

Badanie rtg pod kątem dysplazji (i zdrowia kręgosłupa)

Dzisiaj w Klinice Małych Zwierząt SGGW robiłam Fence badanie pod kątem dysplazji oraz, korzystając z faktu, że mała była pod narkozą i pod rentgenem, poprosiłam o zdjęcia kręgosłupa - niby nie miałam powodów do niepokoju, ale po dwóch wypadkach w małym odstępie czasu ponad rok temu uznałam, że lepiej wiedzieć.
Żeby nie robić głupiego suspensu: Fenka ma HD A (czyli biodra idealnie zdrowe) i ED 0/0 (czyli idealnie zdrowe łokcie), kręgosłup także wygląda tak, jak powinien. Cieszę się ogromnie, bo jednak zdrowie rodziców (a fenkowa mama nie ma idealnie-idealnych stawów, choć oczywiście dopuszczona do hodowli jest) nie jest tak pewnym wyznacznikiem, jak certyfikat własnego psa. Poza tym ten wynik, prócz spokoju, otwiera nam także wrota do prawdziwych szaleństw z frisbee!

Jeśli zaś kogoś ciekawi, jak wygląda takie badanie (mnie na przykład całkiem to interesowało), oto pełniejsza opowieść.
Dzielnie zajechałyśmy pod klinikę z lekkim zapasem czasowym. W Klinice Małych Zwierząt SGGW byłyśmy po raz pierwszy, więc musiałam poświecić chwilę na rejestrację. Szybkie ważenie ( i szok - w obroży i szelkach Fenek waży 15,9 kg, czyli prawie dwa więcej, niż przed wakacjami!) i oddanie się w ręce pani doktor, której nazwiska niestety nie zapamiętałam.
Sama procedura badania jest prosta: po kontrolnym osłuchaniu serca i krótkim wywiadzie oraz podpisaniu zgody na narkozę (przed którym następuję krótkie, ale rzeczowe wyjaśnienie możliwych skutków ubocznych) psiak dostaje zastrzyk usypiający. Pani doktor ostrzegła, że Fenka może po nim wymiotować, ale nie doszło do tego. W gabinecie sunia zachowywała się poprawnie, ale widać było stres. Po zastrzyku chciałam położyć ją na kocyku, który dostałyśmy, ale zgodziła się tylko usiąść (nie chciałam jej do niczego zmuszać, bo wolałam uszanować jej stres). Po paru minutach widać było, że leki zaczynają działać, bo Fence zaczął opadać łebek - jeszcze chwila i już leżała, po czym padła na bok. Niedoświadczonych wrażliwców postrzegam, że widok wpływu narkozy na psa nie jest przyjemny.
Całkiem już "padniętą" Fenkę przeniosłyśmy na kocu na stół, po czym dostałam informację, że teraz pies pojedzie na zdjęcia, a potem wróci do gabinetu i wtedy będę mogła z nią siedzieć, aż się wybudzi. Spodobało mi się, że pani doktor spytała, czy może wygolić Feniastej włosy na łapce, żeby wkłuć wenflon - oczywiście się zgodziłam, ale to fajny gest.
Suczysko po zastrzyku:


Suczysko już padło:


Przypadkiem widziałam Fenkę w drodze na zdjęcia. Był to kolejny nieprzyjemny widok, bo poza wenflonem w łapce miała wyciągnięty na wierzch język. Wiem, że robi się to po to, żeby się zwierzak nie zadławił, ale znowu, rozsądek sobie, a przykre wrażenie sobie. Temat języka będzie nam zresztą jeszcze towarzyszył.
Zgodnie ze słowami pani doktor, po jakimś czasie (mogło to być ze 20 minut) Fenka wróciła, wieziona na stole. Ułożyłyśmy ją na posłaniu na podłodze gabinetu, podłączono jej kroplówkę, do pyszczka przystawiono tlen i miałam czekać aż się obudzi. Widok był zarazem nieprzyjemny i zabawny - z jednej strony bezwładny pies i sporo urządzeń wokół, z drugiej ten idiotyczny język!:


Co zabawniejsze, kiedy Feniasta zaczęła się wybudzać (po niecałej godzinie odkąd mi ją oddano) podnosiła łebek, potem całkiem żwawo merdała ogonem, natomiast schowanie języka długo nie przyszło jej do głowy.
W międzyczasie pani doktor wpadała do nas co jakiś czas, żeby monitorować stan suni. Za którymś razem wypięła jej kroplówkę, podała zastrzyk (służący chyba ostatecznemu wybudzeniu) i po chwili mała była już na nogach. Dopytywałam się i podobno reakcja Fenki na narkozę była całkowicie w normie.
Co się tyczy ostatecznego wybudzenia, bardzo mi się podobało, ponieważ mimo nieco histerycznych skłonności Fenka zachowywała się bardzo spokojnie - a obawiałam się z jej strony masy gwałtownych ruchów i może przestrachu. Na początku była mocno niepewna, widać było, że słabo jej się jeszcze stoi, po pierwszym wstaniu położyła się znowu. Po drugim już tylko usiadła, po trzecim była gotowa do wyjścia. Dostałyśmy jeszcze zalecenie, żeby tego dnia Fenki nie męczyć, wychodzić tylko za potrzebą, a na kolację zamiast suchej karmy dać kurczaka z marchewką.
Cały pobyt w klinice trwał w sumie niecałe dwie godziny. Później musiałam jeszcze podjechać do fachowca-radiologa, który miał ostatecznie przyklepać fakt, że wszystkie kawałki Fenki są zdrowe. Całość zaskoczyła mnie tylko kosztem, ponieważ (zapewne z powodu faktu, że doszły zdjęcia kręgosłupa) zostawiłam w klinice 500 złotych i jeszcze trochę u fachowca.

Tyle opowieści. W nowym roku czeka nas jeszcze sterylizacja (i zapowiedziane przez moją wetkę milion związanych z nią badań) oraz echo serca, bo jak już badać, to dokładnie =). Póki co, już po kontrolnym spacerze, Fenek śpi na kanapie okryty kocykiem (zgodnie z zaleceniami), a ja cieszę się ze świetnych wyników badania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dzięki za komentarz!